Post: #886
(30-01-2018, 12:37)iberte napisał(a): Jakie glebokie podteksty?Iberte, być może ta szkoła stała się prawdziwą kuźnią talentów, ale nie nastąpiło to od pierwszego momentu i po jednym roku. Rok uczęszczania w fazie końcowej nie uczyni z ciebie geniusza matematyczno-fizycznego, choćbyś miał najlepszych nauczycieli pod słońcem.
Nigdy nie slyszalem o tej szkole.
Siegnalem wiec po info i znalazlem, ze zalozycielem tej szkoly byl matematyk Aleksander Dobrzycki.
Szkola ta ze wzgledu na renome zyskala miano " kuzni talentow"
Z opisow wynika, ze to miano bylo uzasadnione.
Ty twierdzisz, ze tak nie bylo.
Znowu wiesz lepiej?
Jesteś dużo młodszy ode mnie i być może chodziłeś już do normalnej szkoły, ale ja, tak i zielonka jesteśmy z największego wyżu demograficznego lat 50-tych.
Kiedy pisałem, że chodziłem w drugiej klasie podstawówki na 16:00 do szkoły, to nie było to wynikiem prac naukowych i szukaniem nowych metod nauczania, tylko przepełnionych do granic szkół.
W moim miescie i okolicy były cztery LO, jedno LE, technika - budowlane, elektryczne, górnicze, spożywcze.
We wszystkich szkołach było min. 5 klas po 40 uczniów z jednego rocznika. Było trochę szkół zawodowych, które przejmowały większość młodzieży po podstawówce. Do szkół średnich był konkurs świadectw, a jeszcze wcześniej pisemne egzaminy z matmy i polskiego. Niektóre zajęcia odbywały się w świetlicach szkolnych, bo nie było wystarczająco dużo pomieszczeń. Sport na sali gimnastycznej, jeśli na zewnątrz była kiepska pogoda, miały dwie klasy naraz. Sport odbywał się także na korytarzach.
Tak więc każda nowo otwarta szkoła, to było rozładowanie panującego ciśnienia. Drugie LO do którego uczęszczałem podnajeło parę pomieszczeń w pobliskiej szkole podstawowej i tam odbywały się niektóre zajęcia.
Kiedy otwarto tyśiąclatkę , całą ją - 6,5 roku przechodziłem na zmiany jeden dzień od 7:10, drugi dzień od 12:45 lub 13:30.
![[-]](https://nasze-niemcy.pl/images/nasze-niemcy/collapse.png)